Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 października 2017

Bananowiec

     Dzisiaj na osłodę tych szarych i zimnych dni coś idealnego do kawy.
Przepisów na bananowca widziałam bardzo dużo, jednak u Nas w domu od lat piecze się z tego jednego.

 Wstawiajcie wodę na kawę i pieczemy




Biszkopt z 4 jaj
  • 4 jajka
  • 1 szklanka cukru
  • 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

białka ubić na sztywno dodać cukier i dalej ubijać. Delikatnie dodawać żółtka. Mąki z proszkiem przesiać i delikatnie szpatułką lub rózgą wymieszać z pianą. Blachę wysmarowywać   margaryną, posypać bułką tartą. Wylać ciasto i piec w temperaturze 160-170 do suchego patyczka










Składniki do kremów
  • 3-4 jajka
  • 3 banany do kremu i 1-2 do dekoracji
  • 1,5 paczki margaryny
  • 1 szklanka cukru
  • 1 galaretka morelowa
  • 1 galaretka wiśniowa
  • 1 galaretka agrestowa
  • 3 łyżki cukru pudru

Krem I
Masło utrzeć na puszystą masę. Cukier utrzeć z żółtkami. Połączyć z masłem i dalej ucierać. Banany zmiksować na gładki krem. Galaretkę morelową rozpuścić w 1 szklance przestudzonej wody. Dodać do bananów. Wymieszać z masłem i cukrem. Wyłożyć na biszkopt

Krem II
Białka ubić z 3 łyżkami cukru pudru na sztywną pianę. Dodać rozpuszczoną w 1 szklance przestudzonej wody galaretkę wiśniową. Wymieszać razem i wyłożyć na masę bananową (krem I)

Pozostałe banany obrać, pokroić w plasterki i udekorować nimi ciasto. Całość zalać galaretką agrestowa rozpuszczoną w 1,5 szklanki wody



Smacznego

piątek, 8 kwietnia 2016

Corn dog




                 Corn dog – amerykańskie danie typu fast food. Jest to parówka pokryta ciastem kukurydzianym i smażona w gorącym oleju. Corn dogi podawane są na drewnianym patyku lub bez patyka.



Kto chociaż troszkę czyta wpisy wie, że młoda to raczej niejadek i ciężko wymyślić coś co zje ze smakiem. Zdarzają się jednak wyjątki to to jest kolejny.

Zrobienie corn dogów chodziło za mną bardzo długo. Kiedy się już zebrałam okazało się, że potrzebna jest mąka kukurydziana której nie posiadałam w domu. Pech. Jednak na kolejnych zakupach już ją nabyłam i w niedziele nakręciłam młodą, że naszykuję jej coś magicznego. Rano wstałam wstawiłam rosół, obrałam ziemniaki i przygotowałam corn dogi. Córka zdążyła wstać. Klaskała w ręce i się śmiała jak widziała co też mama wyprawia z parówką.

  • parówki 
  • mąka pszenna (typ 500) - 1 kubek
  • mąka kukurydziana - 1 kubek
  • pieprz czarny, mielony - 1 szczypta
  • sól - 1 łyżeczka do herbaty
  • cukier kryształ - 0.5 łyżeczka do herbaty
  • proszek do pieczenia - 12 g
  • mleko (3,5%) - 1.25 kubki
  • jajko 
  • patyczki do szaszłyków 





 
Ilość ciasta dopasujcie sobie metodą prób i błędów sami do ilości wykorzystanych parówek. W tym przepisie było ich 12 ale ja doszłam do wniosku, że nie wiadomo  jak to będzie smakowało więc zrobiłam tylko 6 i sporo ciasta mi zostało.


Obie mąki wsypujemy do miski. Do tego dodajemy  proszek do pieczenia, cukier, sól, mielony pieprz. Mieszamy. Wbijamy na środek jajko i stopniowo dolewamy mleko. Mieszamy wszystko na gładką masę. Ciasto nie może być lejące, ani zbyt gęste. Przelewamy do wysokiego naczynia

Parówki obieramy  folii, nabijamy na patyczek do szaszłyków. Obtaczamy w mące a następnie zanurzamy w cieście.
Smażymy aż się zarumienią. Przekładamy na papierowy ręcznik.


 Podajemy z dodatkami jakie lubimy.


Wyszły delikatnie słone ale nie wiem czy to od mąki której pierwszy raz używałam czy po prostu za dużo soli. Kolejnym razem dodam trochę mniej





Smacznego






wtorek, 22 marca 2016

pizza z patelni z bąbelkami


     Pogoda się zepsuła to i moje samopoczucie poległo. Głowa mnie boli i jestem ciągle senna. W sobotę jeszcze ogarniałam temat zakupów a wczoraj wieczorem przypomniałam sobie, że jeszcze nie wysłałam kartek świątecznych i dzisiaj muszę lecieć na pocztę.  No cóż ten wiek skleroza się zaczyna objawiać.

   Ale wracając do tematu. Wiadome jest, że gdzie za dużo kucharek tam nie ma co jeść. Tak było i tym razem w naszej kuchni.
 Córka należy do osób które mogłyby żyć powietrzem. Nie ma chyba takich potraw które zrobione o każdej porze dnia lub nocy znikną w całości z talerza. Zdarzają się jednak takie które chociaż nie są zjadane w całości to jednak napełniają brzuszek.
Jednym z nich jest pizza. Tak, tak wiadomo kupna pizza nie wiadomo z czym w środku.
My jednak rzadko kiedy taką kupujemy i robimy.

Kiedyś mój tata robił w piekarniku domową pizze. Nawet ciasto sam robił. To była pychotka. Grube ciasto, na tym koncentrat pomidorowy, farsz (podsmażona kiełbasa pokrojona w kostkę, cebula i pieczarki), jajka na twardo pokrojone w plasterki a na wierzchu starty ser. Czasochłonne trochę i wiadomo nie robi się tego codziennie. Musiałyśmy więc poszukać innego sposobu aby zaspokoić ochotę na pizzę

Dzięki kilku blogom i metodzie prób i błędów robimy już ją sobie same domu w dodatku w szybki sposób na patelni. Jest smaczna a dodać można do niej co się tylko chce.
Dla młodej jest to przeważnie tylko kiełbasa i ser a ja ostatnio uwielbiam z kiełbasą, cebulą, kukurydzą i serem.

W czwartek na śniadanie usłyszałam, że młoda chce pizzę. Myślę sobie dobrze nie problemu. Skoczyłyśmy tylko po drożdże i zabrałyśmy się we dwie do roboty.

Ciasto:
  • 2 szklanki mąki
  • szklanka ciepłej wody
  • drożdże - ja używam instant bo z nimi się umiem dogadać ;) całe opakowanie
  • troszkę soli
  • troszkę oliwy
Do miski wlewamy wodę i rozpuszczamy w niej drożdże. Następnie wsypujemy mąkę, sól i oliwę. Wyrabiamy, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 15 minut.

A tak to się kończy jak dwie kobiety więcej gadają w kuchni niż robią


Łączymy składniki. Drożdże rozpuszczone więc dosypałam mąkę, dodałam sól. Mówię no to teraz młoda tylko olej i odstawiamy ciasto a bierzemy się za farsz. Schylam się po szafki wyjmuję butelkę. Gadamy dalej, odkręcam, przechylam i leje do miski żółty płyn. Córka nic nie mówi tylko bacznie obserwuje. W powietrzu zaczyna się unosić zapach hmmm cytryn??  Chyba coś nie tak jest. JA patrzę a w ręce trzymam baniak nie z olejem a z płynem do mycia naczyń i twardo wlewam go do ciasta. Musiałyśmy zaczynać od nowa. Dobrze, że coś mnie podkusiło i kupiłam dwie paczuszki drożdży.  Oczywiście młoda wszystkim musiała się pochwalić jaką dobrą pizze z płynem mama robiła

  Pora na  farsz
Kiełbasę kroję w drobną kostkę i podsmażam na patelni. Potem przerzucam na sitko aby pozbyć się nadmiaru oleju. Przekładam do miski. Następnie kroję drobno cebulę, podsmażam, potem na sitko i dokładam do kiełbasy do miski. Kukurydzę odcedzam na sitku i dodaję pozostałych składników w misce. Do drugiej miskę trę na tarce o dość dużych oczkach ser.  Trochę dodaję do ciepłego farszu przez co roztopiony ser skleja trochę wszystkie składniki.





Kiedy ciasto urośnie odrywam z niego kawałek formuję placek (grubość zależy od tego jak spód pizzy lubicie) i układam na suchej patelni. Ja jeszcze dodatkowo nakłuwam całą powierzchnię widelcem. Pieczemy na średnim lub małym ogniu pilnując aby się nie przypaliło. Kiedy jest już gotowy przekładam go na patelni na drugą stronę na chwilę zestawiam z ognia i upieczoną już stronę smaruje koncentratem pomidorowym, posypuję ziołami prowansalskimi i odrobiną startego sera. Na to wykładam przygotowany farsz i wszystko jeszcze raz posypuję startym serem. Przykrywam patelnię pokrywką, zmniejszam gaz i smażę.

Smacznego.

piątek, 8 stycznia 2016

Trochę tego i owego

Witam Wszystkich

Od piątej rano męczy mnie potworny ból głowy. Śniły mi się jakieś głupoty a teraz ledwo na oczy widzę i jest strasznie niedobrze, mało kiedy tak mnie boli głowa. Może wczoraj mnie za bardzo zestresował kurier i ta cała akcja z przesyłką.
Ale po kolei.

Dostałam się gdzieś w połowie grudnia do testów balsamów do ust w klubie Nivea. Czekam sobie i czekam i nic. Kilka dziewczyn już się chwali przesyłkami a u mnie cisza. Myślę sobie Święta to pewno dojdzie po nich. Nadal cisza. Sylwester Nowy Rok a tu nadal cisza. Piszę do Nivea czy wszystkie przesyłki zostały wysłane. Dostaje odpowiedź TAK. Mija kilka dni i nic. Piszę ponownie. Otrzymuję link do śledzenia przesyłek. Sprawdzam i czuje jak rośnie mi ciśnienie. Paczka awizowana dnia 21 grudnia. Jakim cudem kiedy w domu były 3 osoby to nie wiem. Awizo w skrzynce jednak brak. W owym punkcie odbioru paczki nie ma bo została odesłana z powodu nie odebrania przez 3 tygodnie. Koszmar. Wydzwaniam na infolinię w celu reklamacji. Nikt nie odbiera. Jakby się ktoś napatoczył to bym go chyba zagryzła. Dowiaduję się jednak w owym kiosku, że jeszcze mogę odebrać paczkę w dniu dzisiejszym do 18. No więc w autobus pół godziny i jestem na jakimś zadupiu. Paczki jednak nie dostaję ponieważ Pani w okienku stwierdza, że nie może mi już jej wydać bo paczka która wróciła jest już w systemie od razu jako zwrot i jedzie do nadawcy. Dobrze, że szyba tam była. Firma kurierska której profil na fb atakuję wiadomościami od 12 w południe pisze, że interweniują w oddziale abym jednak paczkę dostała. Dziś rano kurier dostarcza przesyłkę bez słowa. A na niej dwie daty awizowania 21 grudnia i 30 grudnia. A awizo w skrzynce jak nie było tak nie ma.

To tyle złego wczoraj.Na pocieszenie wygrałam dwa bilety do kina i otrzymałam kalendarz książkowy.

A teraz inne rzeczy.
Miałam już nic nie szyć dla Naszego szanownego Pana Zająca ale..
no właśnie ale. Córce przed Świętami się przypomniało, że miał mieć nowy kubraczek i nie było wyjścia. Bluza i czapka powstała 23 grudnia a w sumie to już 24 grudnia bo skończyłam koło 2.
Miały być z tego samego materiału jeszcze buty ale on ma tak dużą stopę,że nie szło ich uszyć. Bo jak na stopę były dobre to się noga nie mieściła. Ale jeszcze pewno zrobię kolejne podejście.

Na śniadanie w tym tygodniu młoda zażyczyła sobie pizzę z patelni więc sobie zaserwowałyśmy.

Ciasto na nim koncentrat pomidorowy i zioła a potem farsz z: kiełbasy, cebuli, kukurydzy i odrobiny startego sera żółtego i to wszystko jeszcze przykryte startym serem. Już nie kupujemy mrożonych pizz. Robimy sobie same z jakimi dodatkami chcemy i na jakim spodzie chcemy. Pychotka.

Na sylwestra miałam robić tort bo zachciało mi się spróbować zrobić z serkiem mascarpone w kremie
Jednak jedzenia było tyle że sobie darowałam. Zrobiłam go na 6 stycznia. Córka kiedy usłyszała tort od razu kazała sobie poustawiać na nim świeczki
Wyszedł taki


W temacie kuchni to wszystko
A nie wróć nie wszystko. Wczoraj żeby odreagować ten stres wieczorem z młodą było...piwko
Mąż jak zobacz w lodówce otwarte piwo to się postukał w głowę

Tylko zanim ktoś zadzwoni po opiekę społeczną od razu mówię, że to galaretka o smaku pomarańczowym. Też rzecz którą chciałam wypróbować przed imprezą która czeka nas w kwietniu.

Smacznego.



A ja się zastanawiam skąd młoda ma potem te wszystkie rzeczy pochowane w swoim regale a wystarczy tylko szafy nie zamknąć















W kolejnym poście opowiemy Wam o wycieczce do żywej i ruchomej szopki

A takie noworoczne postanowienie hmmm
więcej postów (to się chyba da zrobić)
zdobycie większej liczby obserwatorów (to nie wiem jak wykonać)
zdobycie jakichś nowych gadżetów i może jakaś współpraca

A teraz mykam do łóżka życząc każdemu miłego dnia i udanego weekendu

wtorek, 5 maja 2015

Zwykły rosół nabiera smaku



Kolejne przyprawy otrzymane od firmy


http://rafex.eu/



wzbogaciły smak domowego rosołu



wykorzystałam

MIESZANKA SUSZONYCH WARZYW GRYS ( do kupienia tutaj )

PRZYPRAWA NATURALNA BEZ SOLI I GLUTAMINIANU (do kupienia tutaj )

Córa ostatnio miewa dni kiedy mogłaby nie jeść nic. Zdarza się to głównie w weekendy. Kiedy ugotowałam rosół nie liczyłam że go zje. Pomyślałam, że pomymla trochę makaronu albo wypije kilka łyżek wody a tu zaskoczenie. Zjadła prawie całą porcję. Usłyszałam tylko: 'mama pycha"
Wyjątkowo dobry rosół wyszedł tym razem

środa, 22 kwietnia 2015

„Bóg zesłał ludziom pożywienie, a diabeł kucharzy”


dzięki uprzejmości firmy


http://rafex.eu/


cała kuchnia wypełniona jest zapachami przypraw.

Tyle tych dobrodziejstw jest, że ciężko się zdecydować od czego zacząć. Jednak pewien czas temu obiad był w towarzystwie przypraw.

Zaczęło się jak zwykle od rana.
Sobota.
 Wszyscy w domu i jak zwykle milion pomysłów co zrobić na obiad

Wyjęłam kawałek mięsa a zaraz do towarzystwa przywędrował czosnek od Frosta. Z szafki dało się słyszeć donośny głos przypraw;ej jeszcze my!
No cóż trzeba było usiąść i pomyśleć. U Nas czasem dania są z kosmosu. Tu coś dodam, tam coś dosypię.

No nic pora szykować obiad.

na stole wylądowały takie składniki


Na początku rozbiłam mięso.

posypałam i wtarłam w nie przyprawę "zioła Ojca Mateusza"(majeranek czosnek cebula papryka słodka bazylia kolendra pieprz czarny lubczyk imbir gorczyca kurkuma kminek oregano tymianek papryka chili pieprz zielony liście laurowe rozmaryn) (do kupienia tutaj)





Na każdym kotlecie położyłam plasterek sera jak to moja córa go nazywa plastikowego



 i posypałam czosnkiem (obrane, posiekane i blanszowane ząbki czosnku)
całość zwinęłam w roladę i pospinałam wykałaczkami

Otoczyłam w mące, jajku i bułce tartej








 





usmażyłam






































 podałam z warzywami z patelni i frytkami posypanymi przyprawą "zioła zamiast soli"(do kupienia tutaj)


wyszło całkiem smacznie

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Ulgą jest każde dziś bez wczoraj.



Troszkę lepiej mi już psychicznie jest.
Córka chora ale chwilowo bez wymiotów. Biochemia też wyszła prawie idealnie. Niektóre parametry są troszkę ponad lub poniżej ale jest to przedział nie przekraczający max 4 jednostek więc jest dobrze. Odbierając te wyniki byłam przerażona zwłaszcza kiedy okazało się,że w karcie ich nie ma.
Teraz siedzimy w domu i się kurujemy w sobote tylko wyszłyśmy na chwilę spotkać Mikołaja i otrzymałyśmy pamiątkowe zdjęcie.
Przesyłek trochę przyszło ale mam ograniczony dostęp do komputera a od jutra nie będe go miała wcale więc chyba wszystkie paczki na blogu zawitają po świętach albo dopiero w 2015 roku. Mam kilka wpisów więc będe je publikować z telefonu lub pisać na tablecie tylko takie bez zdjęć.
Zresztą na chwilę obecną jestem na 80% pewna tego iż blog kończy swoją działalność.

A tak z innej beczki trochę

Po tych wszystkich stresach przeniosłam się do kuchni i znowu coś wymyślam do jedzenia aby trochę humor poprawić młodej.

galaretka w kształcie loda bardzo się spodobała

 
Świąteczne pierniki już mamy teraz tylko planuje co słodkiego zrobić do domu.
 

piątek, 24 października 2014

Haderloki i banany czyli trochę eksperymentów w kuchni

Z racji tego, że przesyłek brak nie ma wpisu o nich.
Dzisiaj trochę kulinarnie. A wszystko dzięki chorobie córki oraz otrzymanej książce z przepisami


Kiedy córa chorowała starałam się aby zachęcić ją do jedzenia. Wymyślałam cuda. Wreszcie przyszła pora na dwuskładnikowe placuszki bananowe.


Potrzebujemy jednego dużego banana i dwa jajka

Banany dobrze aby były już miękkie wtedy będą słodsze. Obieramy ze skórki i ugniatamy na papkę.
Wbijamy dwa jajka

Wszystko mieszamy i smażymy na patelni lekko posmarowanej olejem
Smażymy aż brzegi będą odchodziły od patelni i przewracamy na drugą stronę


Nie wychodzą złe jednak Nam nie przypadły do gustu.

Ktoś z Was je już próbował?




Dzięki książce kucharskiej którą otrzymałam ostatnio mój tajemniczy sprzęt wreszcie został wykorzystany.




 Dla osób ciekawych co to jest tutaj nazwa produktu



a na drugiej stronie przepis na wykorzystanie





Tak wygląda ten przyrząd

a po złożeniu jest gotowy do użycia





córka akurat wybrała sobie kwiatuszka





a efekt końcowy jest taki

Dla zainteresowanych przepis










czwartek, 11 września 2014

Ręce nogi opadają czyli choroby końca nie widać


Cześć

Matko ostatnie dni to totalna porażka. Nie wiem czy coś wisi w powietrzu czy takie dziwne bakterie zaatakowały. Młoda od czwartku jest na lekach. Tydzień już a nie ma poprawy. Miały być na początku cztery dni, leki i wszystko miało przejść. Miało ale..No właśnie nie przeszło. Doszedł katar i temperatura. Kolejna wizyta u lekarza kolejne leki, antybiotyk i dalsze siedzenie w domu. Wszystko na chwilę obecną jest nie tak. Młoda marudzi, telefony się urywają a człowiek nie wie co ma robić. Najgorsze, że mimo antybiotyku od wtorku wszystko nadal jest. Córa jest za duża żeby dać jej leki wsadzić pod kołdrę i żeby cały dzień grzecznie leżała a z drugiej strony jest za mała aby zrozumieć, że to wszystko dla Jej dobra. Nie mam już siły. Najchętniej bym usiadła i ryczała. Porażka

Coraz bardziej myślę aby skasować lub przestać całkiem pisać, jednak trochę Mi szkoda. Nie wiele bo nie wiele ale coś już jednak osiągnęłam. Nie mam pomysłu i głowy aby pisać o współprace a jak już wysłałam kilka maili to nawet nikt nie odpisał,że nie są zainteresowani. Blog kuleje ale może zostanie.

Dzisiaj na osłodę zrobiłam Nam

Churros

 hiszpański wypiek z ciasta parzonego, smażony na głębokim oleju. Najczęściej podawane są na śniadanie, same lub zanurzane w gęstej, płynnej, gorącej czekoladzie. Ciasto jest bardzo chrupiące z zewnątrz i miękkie w środku.

nie miałyśmy końcówki w kształcie gwiazdki więc wyszły takie.
Do tego saga cytrynowa oraz sos czekoladowy (rozpuszczone na parze 4 kinder czekoladki i dwie kostki mlecznej czekolady)

Smacznego

a zapomniałam. Otrzymałam takiego maila

Właśnie ty masz niepowtarzalną okazję, aby na własnej skórze przekonać się jak działają antyperspiranty Dove Invisible Dry - weźmiesz udział w teście i ocenisz produkty!

Przetestujesz 3 produkty Dove z serii Invisible Dry:

 

Antyperspirant Dove Invisible Dry w aerozolu zawiera specjalnie opracowaną formułę, która zapewnia ochronę przed potem i przykrym zapachem przez 48 godzin, redukując jednocześnie powstawanie białych śladów na ubraniach.
Antyperspirant w sztyfcie Dove Invisible Dry zawiera specjalnie opracowaną formułę, która zapewnia ochronę przez potem i przykrym zapachem do 48 godzin, ograniczając jednocześnie do minimum powstawanie białych śladów na ubraniach.
Antyperspirant w kulce Dove Invisible Dry zawiera kombinację półprzezroczystych składników antyperspiracyjnych, które zapewniają ochronę przed poceniem i przykrym zapachem przez 48 godzin, ograniczając do minimum efekt białych śladów.

Za jakiś czas poprosimy Cię o opinię:) Dziękujemy

poniedziałek, 8 września 2014

Zakupy, przesyłki i poskromienie danio



Z racji tego iż córka lubi wszelkiego typu serki i jogurty w lodówce zawsze jest ich duża ilość. Teraz kiedy Danio obchodził 10 urodziny skorzystałyśmy i zdobyłyśmy kilka maskotek a Ja miałam wreszcie wenę  zrobić sernik na zimno bo tak to zawsze miałam wytłumaczenie, że brakuje jakiegoś składnika.



Jakiś czas temu za zarejestrowane się na stronie można było otrzymać pluszową krówkę jednak szybko krówki się skończyły. Były nawet słowa, że to wszystko tylko po to aby wyłudzić dane. Po kilku dniach przyszedł mail w którym było napisane, że każda mama która doda wartościową poradę do 1 września otrzyma krówkę. Napisałam zwłaszcza, że od małego młodą męczy alergia i walczymy z tym na różne sposoby. Jednak żadnej odpowiedzi nie otrzymałyśmy a tu proszę
Dotarła również przesyłka którą obiecała pewna Pani po tym jak otrzymała maila
4 odblaski na rękę
3 smycze
4 etui na telefon
5 długopisów
biuletyn
3 mapy
2 foldery turystyczne


W tesco na wyprzedażach kupiłyśmy za 4.99 pojemniczki do robienia lodów. Co prawda plastikowe ale myślę, że troszkę posłużą


a to mały głód urodzinowy czyli ostatnia 10 maskotka z 10 tygodnia zabawy


poniedziałek, 24 lutego 2014

Faworki błyskawiczne


     W weekend będąc u Moich rodziców postanowiłyśmy z mamą zrobić faworki. Niestety nie brałyśmy pod uwagę małego, natrętnego pomocnika w postaci córki. Młoda twardo "biła" ciasto wałkiem, sypała mąką na prawo i lewo, wykłócała się o nożyk do faworków Było dużo śmiechu, trochę nerwów ale wreszcie wieczorem można było zasiąść do jedzenia. My robiłyśmy z podwójnej porcji ponieważ było nas 6 osób i chcieliśmy by zostało trochę tych słodkości na niedzielę. Po zrobieniu faworków mama stwierdziła, że kiedyś było inaczej. Do ciasta wgniatało się trzy kubki śmietany i wychodziło ich tyle, że jeszcze woziłam do narzeczonego. Tym razem mąka "przyjęła" tylko jeden pełen kubek śmietany i troszkę z drugiego. Postanowiłam w niedzielę po śniadaniu (koziołki z parówek w cieście naleśnikowym i sałatka z jajek, serka topionego, pomidora i musztardy-przepis pojawi się niebawem) dorobić faworków aby zabrać je do Nas do domu.


Składniki:
  • 2 szklanki mąki 
  •  2 żółtka 
  •  1 łyżka spirytusu lub octu 
  •  10 dag masła 
  •  1 łyżka cukru 
  •  1/2 łyżeczki soli  
  •  kwaśna i gęsta 18% śmietana ( tyle ile się wgniecie w ciasto aby było zwarte)

Wszystkie składniki mieszamy w misce i wyrabiamy ręką. Następnie wykładamy na stolnicę lub deskę i przez 15 minut "bijemy" ciasto wałkiem. Wkładamy do woreczka i do lodówki na godzinę.
Wyjmujemy. Stolnicę oprószamy mąką, ucinamy kawałek ciasta i wałkujemy ( bardzo cieniutkie ciasto sprawi, że faworki będą  kruche. Za grube mogą spowodować gumowatość faworka. Wycinamy paski i robimy nacięcie na środku. Przekładamy jeden koniec faworka przez wycięty otwór.
W garnku ( u Nas jest mała gęsiarka) roztapiamy smalec. Kiedy będzie już rozgrzany wrzucamy kilka faworków, smażymy a następnie odwracamy na drugą stronę. Stopień zarumienienia dopasowujemy do swoich upodobać. Wyjmujemy na gazetę aby przestygły i obciekł z nich nadmiar tłuszczu.  Przekładamy na tacę i posypujemy cukrem pudrem.

Ja w niedzielę zrobiłam faworki z takiej ilości składników jak podałam wyżej. Wykorzystałam ten niepełny kubek śmietany który pozostał po sobocie i wystarczyło.

A faworków wyszło z tego tyle:



 Jakość zdjęcia tragiczna ale coś mi się musiało poprzestawiać  w aparacie


A TUTAJ MAŁA CIEKAWOSTKA DLA OSÓB KTÓRE NIE LUBIĄ ODDZIELAĆ ŻÓŁTKA OD BIAŁKA LUB NIE ZAWSZE IM SIĘ TO UDAJE:

jajko ostrożnie wybijamy na talerzyk

następnie używamy pustej plastikowej butelki którą delikatnie naciskamy i przystawiamy do żółtka

Filmik z tym pomysłem możecie też zobaczyć u chłopaków z 5 sposobów na...
A jeśli chcecie coś więcej zapraszam na stronę główną  chłopaków. Filmiki są najróżniejsze a często pomysły są naprawdę fajne.





piątek, 14 lutego 2014

Pancakes



    Pewnego dnia widzę zdjęcie dodane przez znajomą. Nic takiego szczególnego, zwykłe zdjęcie przedstawiające smażące się na patelni naleśniki w kształcie motylków. Pomyślałam, że może by zrobić na obiad córce coś takiego. Młoda uwielbia naleśniki z dżemem. Jednak zachciało mi się zrobić coś troszkę innego, coś co widzę w filmach jak ludzie jedzą na śniadanie. Naleśniki w stylu amerykańskim. Poszperałam w swoich  karteczkach i znalazłam przepis na Pancakes, spisany dawno temu z jakiejś strony internetowej.

Pancakes

Składniki:
1,5 szklanki mąki
1 jajko
1,5 szklanki maślanki
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
0,5 szklanki oleju
szczypta soli
metodą prób i błędów dodałam jeszcze  2 łyżki cukru pudru, ponieważ pierwsza partia smakowała mi za bardzo sodą.

Przygotowanie:
Wszystkie składniki wymieszałam blenderem w wysokim garnku. Rozgrzałam suchą patelnię i nalewałam małe placuszki, po jednym ponieważ masa rosła. Gdy pojawiały się bąbelki na powierzchni przewracałam na drugą stronę. Gdy się przyrumieniły zdejmowałam na talerz i posypywałam cukrem pudrem. Najsmaczniejsze są jeszcze ciepłe.


                                                               
                                                                           Smacznego