środa, 15 stycznia 2014

Kobieta z wózkiem a komunikacja miejska

        Kiedy kobieta zostaje matką wszystko staje się cudowne. Do momentu pierwszego samodzielnego podróżowania komunikacją miejską. Wiele moich koleżanek miało obawy przed pierwszymi podróżami. Są panie które na każdym kroku znajdują pomocników a są i takie które niestety muszą albo radzić sobie same albo prosić kogoś kto akurat również zamierza wsiąść do tego samego autobusu czy tramwaju. Kiedy córka była malutka i jeździła jeszcze w dużym głębokim wózku moje nerwy nie wytrzymywały często takiej wycieczki. Jak się nie denerwować kiedy przy wsiadaniu do starego typu autobusu ze schodkami do pomocy zawsze były starsze panie(zawsze bałam się żeby nic się nie stało tej pani) a żaden młody pan nawet nie raczył zauważyć wydarzenia. Kiedy przyjeżdżał niskopodłogowy wtedy panowie pierwsi pytali czy nie pomóc wjechać. Pomóc? Tylko w czym, kiedy do takiego autobusu wjadę sama. Ale pewno cieszyło ich, że wykazali trochę chęci. Córka rosła, świat w tej kwestii się nie zmieniał. W końcu byłam szczęśliwa kiedy przesiadłyśmy się do małej w miarę lekkiej spacerówki. Wtedy przygody z komunikacją zaczęły się na nowo. Z wsiadaniem do autobusu jeśli podjechał blisko krawężnika nie było problemów. Gorzej było z wysiadaniem. Wózek mały, małe koła więc często się zawieszał nie dotykając krawężnika, trzeba było wynosić. Kierowcy często stawali w takiej odległości od chodnika, że wyjechać na niego było nierealne a zejść na ulicę nie do wykonania. Tak za duża odległość a inaczej za mało miejsca na ulicy. Rozwiązaniem wtedy było wynoszenie wózka dużym krokiem na chodnik lub najpierw ja sama wysiadałam na ulicę a dopiero potem brałam wózek i stawiałam na chodnik. Mało kiedy ktoś decydował się pomóc chyba, że jakiś starszy pan delikatnie mówiąc. Dużo razy zdarzało mi się jechać w drzwiach bo mimo wjeżdżania wózkiem nikt się nie przesuwał a na proszenie o miejsce robili dosłownie malutkiego kroczka...Najgorsza była zawsze młoda część podróżnych ze słuchawkami w uszach i chyba klapkami na oczach. Ustawiali się zawsze jak przeszkody albo w drzwiach, przeważnie z plecakiem lub dużą torbą i wtedy można do nich mówić a oni i tak w swoim muzycznym świecie 
5 "scen z życia" 
-czekamy z mamą na centrum na tramwaj z zakupami i wózkiem. Musiałyśmy prosić jakiegoś chłopaka o pomoc sam nikt się nie ruszył 
-stoimy na przystanku tramwajowym. Trzy obce sobie panie każda z wózkiem. Wsiadamy w ten sam tramwaj. Nikt nie pomaga, musimy radzić sobie same. Ustawiamy się w rzędzie i podajemy sobie wózki. 
-widzę kobietę w ciąży która czeka na tramwaj z wózkiem. Pomaga jej jakaś pani. 
-będąc w ciąży czekam na tramwaj, trochę ludzi się nazbierało w pewnym momencie dziewczyna z wózkiem prosi o pomoc, odwracam się do niej a ona przeprasza i leci do kolejnych drzwi szukać osoby która zechce jej pomóc 
-czekamy na przystanku z córką na autobus. Obok stoi pani z wózkiem i jeszcze z trójką pociech obok. Przyjeżdża autobus. Nikt nie pomaga ani jej z wózkiem ani tym szkrabom wsiąść. Tak samo jest przy wysiadaniu. 

Może tylko ja mam takie pechowe przeżycia, może trafiałam na nieodpowiednie godziny. Czasem miałam wrażenie że panowie pomagali ale tylko zgrabnym mamuśką. Bo też nie raz widywałam na przystanku panią w obcisłych biodrówka co chwilę schylającą się do wózka, kucającą przed i z duma prezentującą same paseczki zamiast majtek. Jak tu takiej nie pomóc. 
Z upływającym czasem nauczyłam się: radzić sobie sama z wózkiem. Jeśli jest za ciężki wtedy sama proszę o pomoc, wsiadając do autobusu jeśli nikt nie reaguje i się nie przesuwa ja wjeżdżam dalej. Pomału ale jak trzeba to najadę delikatnie na nogę. 

A jak było u Was?

piątek, 10 stycznia 2014

Będzie zabawa, będzie nagroda


                                    Kto lubi czasem oderwać się od stresującego dnia?  Kto lubi się czasem  odrobinę wysilić aby wziąć udział w konkursie? Odpowiedziałeś chociaż na jedno pytanie TAk?
Więc mam coś dla Ciebie.....

  Zapraszam na pierwsze mini rozdanie w światdzikuski26

 Trzeba usiąść ma chwilkę przed komputerem wejść na stronkę światdzikuski26 może mając szczęście uda się wygrać akurat Tobie. Nie trzeba pisać wierszy, poematów, tworzyć budowli z kartonów. Wystarczy spełnić kilka warunków. Mała rzecz a cieszy.

Ja właśnie korzystając z okazji że jest 8 rano i moje dziecię jeszcze słodko śpi postanowiłam spróbować swoich sił w tym rozdaniu. Chociaż jestem jeszcze zielona w sprawach banerów i blogroll to może nauczę się czegoś na ich temat.

Życzę miłego dnia i jeszcze raz wszystkich serdecznie zapraszam

Adres już znasz, komputer masz, więc nie czekaj dłużej tylko udział bierz.


sobota, 4 stycznia 2014

Hartuś

                        Hartuś produkuje suplementy diety dla dzieci uzupełniające poziom magnezu, wapnia, witaminy D3, poprawiające apetyt oraz układ odpornościowy. Więcej informacji o produktach znajdziesz tutaj. W listopadzie organizowany był konkurs "Zdrowie na dzień dobry" w którym trzeba było odpowiedzieć na pytanie jaki smak ma Hartuś magnez. Następnie podawało się swoje dane i meila na który przychodził link z którego można było się dowiedzieć co się wygrało. Do wygrania było 5000 opakowań Hartuś Magnez i 150 pudełek śniadaniowych. Postanowiłam spróbować szczęścia. Niestety próbowałam o rożnych porach dnia praktycznie codziennie i ciągle pojawiał się komunikat że wszystkie nagrody w tym tygodniu zostały już rozdane. doszłam do wniosku że wszystkie nagrody się skończyły i temu wyświetla się taki napis. Zaczęłam szukać informacji na temat tego konkursu i po kilku tygodniach ludzie pisali aby próbować w poniedziałek z samego rana..Więc po czwartej mąż do pracy a ja na neta i znów biorę udział w konkursie. Przychodzi meil i trach wyświetla się dobrze mi znana treść. Potem ktoś podsunął pomysł aby próbować z niedzieli na poniedziałek. Więc budzik ustawiłam na 23:57 i już na pamięć nie patrząc na treść wypełniam pola, czekam aż rozpocznie się poniedziałek i wysyłam. Odpowiedź zbyt szybko się nie pojawia ginie jak część meili na które się czeka ponieważ ma przyjść w ciągu kilku minut. W końcu pojawia się odpowiedź. Tym razem się udało, na śniadaniówkę już nawet nie liczę ale dobry i sam syrop. Mogę iść spać dalej. Pozostało już tylko czekać


W końcu po świętach przychodzi Nasza paczka 

Hartuś Magnez i witamina B6 o smaku owocowym jest suplementem diety dla dzieci powyżej 3 roku życia (wypróbowanie go musi poczekać jeszcze kilka miesięcy) ukrytym w butelce o pojemności 150ml. Maksymalna dzienna porcja dla dzieci w tym wieku pokrywa w 16%  zapotrzebowanie na magnez oraz w 67% na witaminę B6.  Składniki te pomagają w utrzymaniu prawidłowych funkcji psychologicznych, wpływają korzystnie na pamięć, koncentrację, uczenie sie i zapamiętywanie. Ograniczają zmęczenie. Pomagają w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego. Magnez poprawia funkcjonowanie mięśni, wspomaga utrzymanie zdrowych zębów i kości. A witamina B6 pomaga w prawidłowej produkcji czerwonych krwinek oraz poprawia odporność u dziecka.

Brzmi zachęcająco i bardzo pozytywnie. Jak tylko córka osiągnie odpowiedni wiek zastosujemy Hartusia.


EverydayMe

              

                Kilka miesięcy temu, szukając miejsc gdzie można otrzymać jakieś fajne próbki trafiłam na stronkę  EverydayMe. Jest to miejsce dla kobiet (chociaż uważam że panowie też chętnie poczytają niektóre artykuły) reklamujące się treścią:

Dołącz do EverydayMe już dzisiaj, aby cieszyć się:

Poradami ekspertów, nowymi pomysłami od projektantów, kucharzy, ogrodników, wizażystów i wiele, wiele więcej. Dodatkowo praktyczne rady od mam takich jak Ty!
Jako członek naszej społeczności masz również dostęp do ekskluzywnych konkursów, wyjątkowych ofert i nagród przygotowanych specjalnie dla Ciebie!

Krótko mówiąc dla każdego coś dobrego. Dużo ciekawych artykułów i porad a kiedy przyjrzymy się bliżej ów stronce odkryjemy możliwość zamawiania darmowych próbek różnych produktów. Co jakiś czas nieaktualne próbki znikają a pojawia się możliwość zamówienia kolejnych.

W ten oto sposób listonosz zawitał do Nas już kilka razy zawsze przynosząc idealną przesyłkę. Zero otwartych czy naderwanych kopert a tym bardziej ani jednej uszkodzonej próbki. Bardzo sobie to chwalimy i zaglądając na stronkę z niecierpliwością oczekujemy kolejnych produktów do zamówienia i ocenienia

To co już otrzymałyśmy:


Płyn zmiękczający do płukania tkanin Lenor. Pojemność 50ml
Jeszcze nie wykorzystany, ale na pewno przy najbliższym praniu wypróbujemy


 
Balsam natychmiastowo nawilżający marki Gillette o pojemności 9ml.
Przyjemny zapach  i szybkie wchłanianie to największe zalety produktu.



 

Tabletki do zmywarki FAIRY PLATINUM w opakowaniu znajdowały się trzy sztuki. Mają one za zadanie zadbać nie tylko o czystość naczyń, ale także samej zmywarki.Tabletka została wzbogacona o potrójną płynną formułę, która dociera do najgłębszych części zmywarki usuwając nagromadzony w niej tłuszcz. Po zakończeniu mycia zmywarka jest czysta i pachnie świeżością. Używałam rożnych tabletek jednak strzałem w dziesiątkę okazały się te tabletki. Czasem przy krótkim programie mycia naczynia nie były do końca czyste jak należy a w przypadku fairy nie mam żadnych zastrzeżeń i kiedy będę kupowała nowe pudełko pomyślę o zaopatrzeniu się w nie.


Taką samą próbkę trzech tabletek w grudniu otrzymali Moi rodzice robiąc zakupy w Carrefour a z racji posiadania przez nich zmywarki ręcznej a nie automatycznej zostały one przekazane dla Mnie :)


ostatnim jak do tej pory produktem była próbka płynu do mycia naczyń
Fairy Pomegranate & Red Orange (o zapachu granatu i czerwonej pomarańczy) o pojemności 35ml.

zdjęcia nie zdążyłam zrobić ponieważ wtedy jeszcze o tym nie myślałam
Płyn był gęsty, zupełnie inny niż dotychczas stosowane, kusił zapachem i był bardzo skuteczny. Jestem Nim zachwycona (zresztą wiem że nie tylko Ja). Kolejnym nabytkiem do kuchni będzie z pewnością butelka FAIRY.

Nagroda z konkursu: "Napisz list do Św. Mikołaja"

         
                  Dawno Nas tu nie było. Niestety nastąpił chwilowy brak komputera połączony z ogólnym brakiem czasu wywołanym sprzątaniem świątecznym. Potem same święta spędzane trochę  w jednym miejscu trochę w drugim a zakończone chorobą każdego członka rodziny począwszy od mamy a kończąc na dziecku i tacie rozłożonych dzień przed sylwestrem. Choroba pozostała w gościnie aż do dziś i jakoś nie śpieszy się Jej odejść. Więc kurujemy się a Ja w między czasie nadrabiam zaległości  blogowe. Listonosz dostarczył kopertę z wygraną w konkursie fakt.pl o którym pisałam wcześniej. Ciekawość nie dawała Mi spokoju przy otwieraniu przesyłki a na chwilę obecną książka leży i chyba czeka na lepsze czasy do przeczytania. Córa ucieszyła się z figurki pieska i przez kilka dni nosiła ją w kieszeni przy każdym wyjściu z domu. 

Nagroda w całości.        Książka oraz jeden numer magazynu PSY (trafił Nam się o pudlu średnim)     

Książka w twardej oprawie licząca 407 stron, Dom Wydawniczy REBIS Poznań
Do kilkustronicowej gazetki o psach dołączony był plastikowy pudel który został nawet solidnie wykonany ponieważ mój mały majsterkowicz nic na chwilę obecną nie dał rady mu urwać. W środku gazetki był plakat również z pudlami. Każdy numer opowiada o innym piesku




Bardzo się cieszymy że udało Nam się jednak coś wygrać. Częściej raczej mamy pecha i takie pojedyncze sytuacje podnoszą Nas na duchu i sprawiają że startujemy w innych konkursach

środa, 11 grudnia 2013

nowości ze skrzynki..internetowej

Jakiś czas temu gazeta fakt i ich strona fakt.pl organizowała konkurs "Napisz list do Świętego Mikołaja". Córeczka jest jeszcze za mała by samej napisać list więc postanowiłam zrobić to w Jej imieniu. Po kilku dniach stwierdziłam, że zobaczę czy są wyniki konkursu, chociaż przez cały tydzień prześladował Mnie pech konkursowy. Co brałam udział to nie udawało się nic wygrać. Tym razem było tak samo, zobaczyłam wielki napis konkurs zakończony i zdjęcia laureatek. Stwierdziłam, że i tym razem niestety się nie udało. Dziś wpisuję login, hasło przeglądam, jak zwykle same reklamy i pierdoły. A tu nagle patrzę meil od konkurs fakt. Zastanowiło Mnie to bo konkurs już dawno został zakończony. Otwieram i od razu humor, mimo paskudnej pogody za oknem się poprawia.
Witaj
W konkursie Mikołajkowym "Napisz list do Świętego Mikołaja" wygrałeś nagrodę niespodziankę. W odpowiedzi na tego maila prześlij nam swój adres do wysyłki nagrody. Pozdrawiamy
fakt.pl

Teraz niecierpliwie czekam co to przyjdzie..Jak tylko listonosz zawita od razu się pochwalę :)

gdy choruje dziecko

     Brzydka pogoda za oknem, pełno wirusów w powietrzu i na każdym kroku spotykana osoba kichająca i kaszląca. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Kilka dni gorączki którą udało się zbić i jeden dzień który nie zapowiadał, że coś wisi w powietrzu. Córka zaczęła kichać, odwiedził Nas lejący się katar a po chwili zmienił się głos. Kolejnego dnia z głosem było jeszcze gorzej a w dodatku mama też zaczęła cierpieć z powodu bólu gardła. Wizyta u lekarza i diagnoza: zapalenie gardła u dziecka i początki tego samego u mamy. Wór leków i antybiotyk na 8 dni. Wiadomo również co w takich przypadkach następuje. Zakaz wychodzenia z domu. Trzeba było zorganizować jakoś te dni. Pierwsze dwa były spokojne, dziecię po lekach spało prawie cały czas. W kolejnych nastąpiła poprawa i nadeszło znudzenie siedzeniem w łóżeczku. Na szczęście Mikołaj się postarał i przyniósł prezenty a między nimi  malutkie pudełeczko.








Jest to zestaw 8 stempelków i gąbeczki z tuszem. Do wyboru był kolor niebieski tuszu oraz różowy. W każdym z tych 2 zestawów są inne postacie stempelków. Chciałyśmy różowy jednak wzorki jakie tam były zupełnie nie przypadły nam do gustu i pozostał kolor niebieski.

Kotek, kurka i piesek a także myszka, krówka i zajączek są super jak dla małego dziecka. Jednak jeden stempelek podłużny z dwoma motylkami/pszczółkami ma pomiędzy nimi coś co nie ukrywając dla Mnie przypomina kupy a chyba miało być ulami.
Dziecko wylądowało w łóżku rodziców opatulone kołdrą z zeszytem na kolanach przygotowane do odkrycia co jest w tym malutkim pudełeczku.
Otwieramy ii..niestety na poduszeczce nie ma ani trochę tuszu ( pytanie czy wysechł czy po prostu trzeba samemu się zatroszczyć o to). Pomysłowa matka przypomniała sobie iż w komodzie leżą naboje do pióra. Nie myśląc dużo wylałam zawartość jednego na niebieską poduszeczkę.



Dziecko niecierpliwie wierciło się na swoim miejscu i co chwilę wyrywało mi stempelki.
Pierwsze próby jednak nie przyniosły oczekiwanego rezultatu.

Zające nie miały ani oczu ani noska, kurka też była pozbawiona oczek, rysunki wychodziły niekompletne lub rozmazane.
Za lekko przyciskany stempelek sprawiał że obrazek był niekompletny a zbyt mocno przyciskany rozmazywał fragmenty. Trzeba było dużo cierpliwości i precyzji by wykonać idealny obrazek. Moja córa nie dała rady zrobić ani jednego obrazka przyciskała szybko i nierówno, wkładając palce do pudełecZKA Z TUSZEM. Po pewnym czasie stempelki były całe w tuszu tak samo jak nasze palce ( na szczęście chusteczki nawilżane sobie poradziły)a także bluzka i buzia córki. Plusem jest iż da się je rozłożyć i dokładnie umyć. 


Ogólnie stempelki są fajną sprawą by zająć pociechę na jakiś czas. To było Nasze pierwsze spotkanie z nimi i może temu poszło Nam niezbyt profesjonalnie lub po prostu leżały one zbyt długo w sklepie i tusz który by się sprawdził zdążył wyschnąć. Już kiedyś kupiłyśmy z tej serii autka która jadąc miały robić szlaczek jednak zostały Nam same autka.
Jednak Mikołaj się sprawdził mimo wszystko.